Jeden dzień w Kuala Lumpur

Po długim locie i kilku nieprzespanych nocach oboje byliśmy bardzo zmęczeni. Marcin spał do 12 i wstał tylko dlatego, że go obudziłam. Nasz host Alexander dołączył do nas i zabrał nas do pobliskiej lokalnej restauracji indyjskiej, dla niego to był czas przerwy obiadowej, a dla nas dopiero śniadanie. Spędziliśmy miło czas, rozmawiając i poznając nasze kultury. Po pysznym posiłku Alexander wrócił do pracy, a my wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta.