Wielki Szlak Wybrzeża Abel Tasman

Abel Tasman Coast Walk to jeden z Wielkich Szlaków Nowej Zelandii. Jest łatwo dostępny, dobrze utrzymany i dobrze oznakowany, z wieloma schroniskami i kempingami oferującymi możliwość krótszych spacerów dla rodzin. Wielu ludzi przemierza ten szlak na różne sposoby, niektórzy płyną kajakiem część trasy, a potem wracają pieszo, niektórzy płyną taksówką wodną do różnych punktów i dalej idą pieszo część trasy, a niektórzy po prostu przemierzają cały szlak, albo jego część, podczas gdy ich bagaże są transportowane między noclegami.

Schroniska i pola namiotowe trzeba zarezerwować przed wyjściem na szlak i obowiązują kary pieniężne za nie posiadanie ważnych biletów. Ponieważ szlak jest bardzo popularny, wszystko trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem. Nam zdarzyło się być w parku Abel Tasman w czasie świąt Bożego Narodzenia, które są szczytem sezonu wakacyjnego. W centrum informacji turystycznej powiedziano nam, że wszystkie pola namiotowe zostały porezerwowane, więc nie ma sensu wychodzić na szlak. Ponieważ jednak byliśmy już w Parku Abel Tasman, chcieliśmy sprawdzić, dlaczego ten szlak jest tak popularny, przeprowadziliśmy więc rozeznanie podczas pobytu na kempingu w mieście. Wyszukaliśmy, że na początku szlaku i na jego końcówce jest jeszcze dostępnych kilka miejsc kempingowych. Rozważaliśmy różne opcje. Szlak obejmuje jedno obowiązkowe przejście podczas odpływu i kilka innych, które można obejść, więc musieliśmy wziąć pod uwagę również czasy pływów. Poczyniliśmy plany i zarezerwowaliśmy kempingi na pierwszą i ostatnią noc marszu. Oznaczało to jedną noc bez noclegu. Wpadliśmy na pomysł, aby iść przez noc i przejść obowiązkową przeprawę pływową w czasie nocy. To rozwiązałoby nasz nocleg, ponieważ byśmy go nie potrzebowali, ale oznaczało to również jedną nieprzespaną noc, o którą się aż tak nie martwiliśmy, ponieważ szlak nie wyglądał na zbyt wymagający, z krótkimi dziennymi dystansami. Z takim planem akcji gotowi byliśmy na następną pieszą wycieczkę.

Wyjechaliśmy autostopem z Motueka i szczęśliwie udało nam się za jednym razem dostać do Marahau. Zostaliśmy podwiezieni na sam początek trasy. Nie mogło być lepiej. Do pierwszego kempingu mieliśmy zaledwie 3 kilometry. Rozstawiliśmy namiot i spędziliśmy relaksujące popołudnie i wieczór, eksplorując pobliskie plaże.

Wszędzie było pełno ptaków Weka i musieliśmy wszystko przed nimi chować. Jeden z nich ukradł nasz krem do opalania, a podczas gdy my go ścigaliśmy, drugi probował skubnąć naszej kolacji! Zuchwałe ptaszki! W każdym razie, następnego ranka znaleźliśmy nasz krem.

W naszym pierwotnym planie drugi dzień miały być długi, ponieważ chcieliśmy iść przez noc i odbyć przeprawę pływową nocą. Zwolniliśmy trochę, choć było to trudne dla nas, gdyż szlak był bardzo łatwy, mogliśmy prawie go przebiec z plecakami:) Jednak mieliśmy dużo czasu, aby cieszyć się spacerem i fantastyczną scenerią. Przed południem dotarliśmy do Anchorage Bay, gdzie mieliśmy przyjemną i długą przerwę na kawę, podczas gdy oczekiwaliśmy na odpływ, aby przejść zatokę Torrent Bay. Było pochmurnie, ale przyjemnie i ciepło. Przeszliśmy zatokę, częściowo w butach i częściowo na bosaka, a następnie kontynuowaliśmy spacer przez bujną zieloną dżunglę i przez piaszczyste plaże spokojnym tempem. Zatrzymaliśmy się plaży Tonga Quarry na przerwę obiadową. Zaczęło trochę padać, więc ukryliśmy się pod drzewami, między skałami. Było po 19, gdy ruszyliśmy dalej. Wszyscy inni zdawali się usadawiać już na nocleg, my byliśmy jedynymi, którzy jeszcze spacerowali o tej porze. Wkrótce dotarliśmy do Onetahuti Bay i zaczęliśmy wspinać się na przełączkę Tonga Saddle. Robiło się coraz ciemniej i było jeszcze tak dużo czasu do odpływu a niewiele do przejścia. Szybko skorygowaliśmy nasze plany i zamiast kontynuować przez noc bez snu, i tym samym narażając się na męczący dzień z tego powodu, postanowiliśmy zatrzymać się na noc i przeprawić się następnego dnia. Znaleźliśmy mała przestrzeń dla naszego namiotu, między drzewami i założyliśmy bardzo podstawowy obóz. Było już ciemno, ale jako że rozbijaliśmy namiot już tyle razy, mogliśmy to zrobić prawie z zamkniętymi oczyma:)

Obudziliśmy się wcześnie rano, wstaliśmy i zaczęliśmy marsz przed wszystkimi innymi. Po krótkim spacerze zeszliśmy na plażę Awaroa, gdzie zatrzymaliśmy się na śniadanie i dłuższą przerwę. Obserwowaliśmy świat, ludzie zaczęli przychodzić na plażę, spacerować z psami, przechadzać się lub pływać, pierwsze taksówki wodne przypływały z kolejnymi turystami. Marcin zdecydował się na kąpiel w zimnych wodach, I pozostałam w słońcu, radując oczy pięknymi widokami. Około południa ruszyliśmy dalej i weszliśmy na ścieżkę, której część można było przejść tylko przy odpływie, czego się nie spodziewaliśmy. Próbowaliśmy przechodzić, ale wciąż było jeszcze za dużo wody. Kiedy próbowaliśmy różnych miejsc na przejście, woda opadła wystarczająco, i spokojnie mogliśmy przejść na drugą stronę tej małej zatoczki. Kontynuowaliśmy wzdłuż plaży i wkrótce dotarliśmy do Awaroa Hut. Tam musieliśmy się zatrzymać i poczekać na popołudniowy odpływ. Wciąż mieliśmy kilka godzin oczekiwania, więc zrobiliśmy sobie przerwę na kawę, obserwując ludzi z obu stron zatoki sprawdzających poziom wody i próbujących przejść. Wielu ludzi czekało tak jak my. Półtorej godziny przed odpływem zdecydowaliśmy, że nadszedł czas na przejście. Woda w większości sięgała do kolan, trochę wyżej w niektórych miejscach. To było długie przejście, około 1 kilometra i do czasu, gdy go przekroczyliśmy, poziom wody spadł bardzo szybko, i kiedy spojrzeliśmy za siebie, wody już w ogóle nie było. Poza tym mogliśmy zobaczyć, ilu ludzi przemierza ten szlak, kiedy wszyscy musieli przejść tę część w tym samym czasie. Włożyliśmy buty i zaczęliśmy iść przez dżunglę. Do naszego kempingu mieliśmy około 7 kilometrów. Udało nam się rozbić namiot i zjeść obiad, zanim zaczęło mżyć.

Ostatniego dnia obudziliśmy się przy bardzo dżdżystej pogodzie. Po śniadaniu rozpoczęliśmy ostatni odcinek naszego marszu. Kiedy weszliśmy w las, deszcz już tak nie przeszkadzał, bo chroniły nas drzewa. Chcieliśmy iść wzdłuż wybrzeża do Separation Point z latarnią morską, ale ponieważ mieliśmy problem ze znalezieniem ścieżku i z powodu pogody, zdecydowaliśmy się odpuścić tę część i przejść szlak Inland Track. Wkrótce dotarliśmy na parking, który jest punktem końcowym szlaku. Niebo się przejaśniło, a przez resztę dnia mieliśmy dobrą pogodę.

Ten marsz sprawił nam radość, było przyjemnie i spokojnie, niezbyt wymagająco, a dla nas była to dobra zmiana. Mogliśmy zobaczyć, dlaczego jest tak popularny i dobrze było zobaczyć całe rodziny cieszące się czasem na świeżym powietrzu. Jednak gdy spoglądamy wstecz, oboje doszliśmy do wniosku, że szlak Queen Charlotte Track był bardziej interesujący.